Cześć!
Dzisiejsza recenzja ma dla mnie szczególne znaczenie, ponieważ Colleen Hoover to jedna z moich ulubionych autorek. Jej książki zaczęłam czytać dzięki szkolnej bibliotece, w której polecono mi jedną z jej książek - ,,Confess". Po przeczytaniu kilku stron się rozpłakałam, a kiedy skończyłam ją czytać, doszłam do wniosku, że znając informacje z końca książki, na wydarzenia opisane na początku można spojrzeć z zupełnie innej perspektywy. No i przeczytałam ją jeszcze raz. W tamtym momencie zakochałam się w twórczości Colleen Hoover i od tego czasu sięgam po jej książki bardzo często. Ostatnio padło na ,,Maybe someday", o której opowiem Wam dziś troszkę więcej.
,,Maybe someday" to jedna z niewielu powieści, w której łatwo zapamiętuje się, kto jest kim. Główną bohaterką jest Sydney, głównym bohaterem - Ridge. Poza nimi w książce pojawiają się również ich przyjaciele, dziewczyna Ridge'a i chłopak Sydney. W wyniku mniej lub bardziej przypadkowych wydarzeń odgrywających się na balkonach mieszkań głównych bohaterów, Sydney przeprowadza się do Ridge'a. Jak można przewidzieć, oboje zostają trafieni strzałą amora i zakochują się w sobie. (Myślę, że tą informacją nikogo nie zaskoczyłam i mam nadzieję, że nie uznacie tego za spojler. No błagam Was, gdyby Sydney i Ridge nie padli ofiarą fatalnego zauroczenia, fabuła tej książki nie miała by żadnego sensu). Tak mniej więcej prezentują się wydarzenia przedstawione w tej powieści, ale na tym poprzestanę, żeby nie powiedzieć za dużo.
Teraz chciałabym się podzielić z Wami swoimi wrażeniami. Nie przeżywałam bardzo tej książki. Moim zdaniem jej nastrój pozostaje raczej radosny, lokatorzy mieszkania Ridge'a lubią płatać sobie różnego rodzaju figle i trzeba przyznać, że w dokuczaniu swoim znajomym są bardzo kreatywni. W zasadzie można by uznać, że ,,Maybe someday" jest zwyczajną powieścią new adult i romansem, jakich wiele. Jest idealna na sobotni wieczór, kiedy człowiek chce się zrelaksować i nie myśleć o czymkolwiek zbyt wiele, ale... Czy wspomniałam już, że Ridge jest głuchy? Więc zasadniczo, uznaję ten fakt za pierwszy czynnik odróżniający tę książkę od innych. Ale jest coś jeszcze …
Ponieważ główni bohaterowie w pewnym momencie zaczynają tworzyć razem piosenki, ktoś wpadł na wspaniały pomysł stworzenia ścieżki dźwiękowej, która składałaby się właśnie z owych piosenek. (Jeśli chcielibyście ich posłuchać, możecie je znaleźć tutaj : KLIK! ). Jasne, nie są to wcale mega-hity. Nie ukrywam, że większość utworów nawet mi się nie spodobała. Myślę jednak, że Colleen Hoover zasłużyła na dużego plusa za sam pomysł. Nie wiem jak Wy, ale kiedy ja natrafiałam w jakiejś książce na tekst piosenki, często zastanawiałam się, jak autor to słyszał. ,,Maybe someday" jako pierwsza rozwiewa wątpliwości w tej kwestii.
Ostatnia rzecz, o której chciałam wspomnieć, to fakt, że zarówno Sydney, jak i Ridge są postaciami bardzo pozytywnymi. Kiedy już uświadamiają sobie, że dzieje się pomiędzy nimi coś, co nie powinno mieć miejsca, wypowiadają swoim sercom wojnę. Naprawdę tak to ujmują, Sydney w pewnym momencie pomyślała sobie coś w stylu : ,,Serce, wypowiadam ci wojnę!". Może się to wydawać bardzo dramatyczne, a zarazem infantylne, ale myślę, że dopiero po przeczytaniu tej książki można zrozumieć, że w gruncie rzeczy naprawdę było o co walczyć. Dlatego zachęcam Was serdecznie do przeczytania ,,Maybe someday" .
Na zakończenie, chciałam wam opowiedzieć co nieco o gatunku new adult. Powieści new adult są dedykowane docelowo do grupy wiekowej 18-25 lat i opowiadają o tym, z czym stykają się ludzie właśnie w tym wieku (czytaj: studia, praca, pierwszy poważny związek, seks, itp.). W pewnym momencie pomyślałam sobie: ,,Kurczę! Dałam się szufladkować. Z chęcią czytam to, co chcą bym czytała.". Ale później doszłam do wniosku, że w ostatecznym rozrachunku I don't care!
Pozdrawiam,
Ania

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz